Kolejny dzień minął, kolejne 24 h przeszły w zapomnienie. Bieg z przeszkodami to pikuś do tego co pokonuje młoda matka. Szczęśliwe zrelaksowane małżeństwo tulące do siebie małego, ślicznego berbecia istnieje tylko w filmach. Gdybym tą wiedzę o rodzicielstwie miała przed podjęciem decyzji o dziecku, podejrzewam, że mojego potomka długo jeszcze nie byłoby na świecie. Czemu do diabła, nikt a nikt nie mówi jakie to trudne i wyczerpujące. Non stop jesteśmy torpedowane tym co powinniśmy, do czego mamy prawo a co robimy źle. Żyjemy w ciągłym przeświadczeniu, że każde instynktowne podejście do dziecka, to jakiś błąd dla jego przyszłości. Nie słuchałam w ciąży Mozarta to będę miała za swoje- moje dziecko będzie mało inteligentnym głąbem. Nie karmiłam piersią- moje dziecko będzie chorowitym anemikiem, bez odporności( to nic, że nie choruje, naukowcy wiedzą lepiej). Ugotuje mu zupę na mięsie gdy nie skończy jeszcze roku- karmie go samymi pestycydami, benzoesanami i toną soli, a słoiczki to jest to. Smoczek musi być wygotowany milion razy, butelka tylko szklana, nie zbierają się zarazki, kaszki nie z opakowania tylko gotowane godzinami samemu, mleko broń boże uht, spacer latem tylko po 16( a młody stoi pod drzwiami i idzie pa pa już o 6 rano). Jak tu żyć i wyzbyć się tego codziennego poczucia winy, że oto ja matka swojego ukochanego dziecka tak mu szkodzę...
Nie proszę o więcej tylko o dozę rozsądku i traktowanie matek jako rozumny byt a nie chodzący inkubator co ma urodzić, wychować i posłać w świat...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz