wtorek, 28 czerwca 2011
Sezon ogórowy czas zacząć
Nie ma chyba bardziej zadowolonej osoby na świecie z powtórek wszelkiej maść produkcji z czasów prl-u jak mój małżonek. Godzina 20 na zegarku i rozpoczynamy batalię o właściciela pilota. O ile raz w roku mogę sobie trzasnąć jakąś powtóreczkę to kilka razy Alternatywy czy Zmienników sobie daruje. A on jak na złość. Zaczynam wierzyć w to, że musi oglądać wszystko po 20 razy żeby lepiej zrozumieć albo w ogóle pojąć. Kogel Mogel znam na pamięć. Kochałam ten film , nie powiem, ale teraz kiedy leci kilka razy( przy okazji wszystkich świąt) stał się lekko już przyciężkawy, przykurzony no i nie śmieszy jak niegdyś. I tylko słucham zachwytów, jak to kiedyś było fajnie i cudnie, jacy to ludzie zajebiści żyli. Minusów tamtych czasów jakby moja połowica w ogóle nie dostrzega. Chyba nie słuchał hymnu kolejkowiczów, narzekań o kartkach, o łapówkarstwie na żywca, braku luksusowego a jakże papieru do du..., śmiesznej cenzury. Nie słyszał bidula bo przyszło mu się urodzić na początku lat 80 i niewiele pamięta. A to co pamięta to już zakłamany obrazek właśnie z niektórych filmów. No nic. Trzeba oglądać, może i ja lepiej pojmę i czegoś nowego po setnym razie się dowiem...
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Spódniczka jest chora, więc została w domu
Nie przesadził przystojny ponoć Hugh Grant w Dzienniku Bridget Jones gdy stwierdził rozbrajająco: Briżit, twoja spódniczka zachorowała? Oglądając opolski festiwal stwierdziłam- świat schodzi na psy. Większość polskich młodych piosenkarek wystąpiło w samych majtkach. Bo to co zakrywało majtki spódnicą lub spodniami nazwać nie było można.
środa, 1 czerwca 2011
Ynteligencja...
Uff po 2 latach, trzech długich miesiącach w końcu nadszedł ten dzień. Dzień odchamienia się, ukulturalnienia się i spijanie sztuki przez duże S pełnią siebie. Za minut kilka wyruszam na festiwal reżyserski. Film Almodovara to coś, co warto oglądnąć choćby z tego względu, żeby powiedzieć: byłam – widziałam i może nawet zrozumiałam. Faktem jest , że temat jest ciężki, filmy Pedra ciężko zrozumieć, bo nie są sztampowe i dla widza z ulicy. Najważniejsze jest jednak to, że ja zachukana, udomowiona kura polska wyrwę się z domu na 3 długie godziny, bez skamlącego o uwagę dziecka i „gadającej głowy”jego tatusia i mego małżonka. Pierwszy krok do bycia trendy i na czasie wykonałam juz jakieś miesiąc temu. Zebrałam się na odwagę i zakupiłam poczytną( ponoć) książkę znakomitej aktoki Izy Kuny „ Klara”. Myślę sobie, przeczytwaszy recenzje z okładki, że warto. Czytam, czytam i myślę sobie, że jestem niewarta tej literatury. Nic nie rozumiem, jedna strona podobna do drugiej, kurwy, huje co krok, co linijka, ale cierpliwie czekam na dawkę humoru mając cały czas w pamięci fenomenalną rolę aktorki w „ Lejdis”. I jak mówił niegdyś ktoś to se poczekałam. Szczerze uśmiałam się raz, ale dziś już nie pamiętam nawet z czego. Styl pisania niezdyscyplinowany, chaotyczny w sumie o „ dupie Maryni”, jednym i tym samym. Zrozumiałam, że jestem tępym odludkiem, który nie czuję bluesa. Idąc jednak za ciosem, wertuje wujka google w poszukiwaniu odczuć innych złaknionych dobrej literatury. Razem z kółkiem dobrej ksiązki dochodzimy do wspólnego wniosku- Iza Kuna niech lepiej pozostanie przy graniu. Straciłam trzy dychy na kmiot i jeden dzień. Niechaj będzie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)