Uff po 2 latach, trzech długich miesiącach w końcu nadszedł ten dzień. Dzień odchamienia się, ukulturalnienia się i spijanie sztuki przez duże S pełnią siebie. Za minut kilka wyruszam na festiwal reżyserski. Film Almodovara to coś, co warto oglądnąć choćby z tego względu, żeby powiedzieć: byłam – widziałam i może nawet zrozumiałam. Faktem jest , że temat jest ciężki, filmy Pedra ciężko zrozumieć, bo nie są sztampowe i dla widza z ulicy. Najważniejsze jest jednak to, że ja zachukana, udomowiona kura polska wyrwę się z domu na 3 długie godziny, bez skamlącego o uwagę dziecka i „gadającej głowy”jego tatusia i mego małżonka. Pierwszy krok do bycia trendy i na czasie wykonałam juz jakieś miesiąc temu. Zebrałam się na odwagę i zakupiłam poczytną( ponoć) książkę znakomitej aktoki Izy Kuny „ Klara”. Myślę sobie, przeczytwaszy recenzje z okładki, że warto. Czytam, czytam i myślę sobie, że jestem niewarta tej literatury. Nic nie rozumiem, jedna strona podobna do drugiej, kurwy, huje co krok, co linijka, ale cierpliwie czekam na dawkę humoru mając cały czas w pamięci fenomenalną rolę aktorki w „ Lejdis”. I jak mówił niegdyś ktoś to se poczekałam. Szczerze uśmiałam się raz, ale dziś już nie pamiętam nawet z czego. Styl pisania niezdyscyplinowany, chaotyczny w sumie o „ dupie Maryni”, jednym i tym samym. Zrozumiałam, że jestem tępym odludkiem, który nie czuję bluesa. Idąc jednak za ciosem, wertuje wujka google w poszukiwaniu odczuć innych złaknionych dobrej literatury. Razem z kółkiem dobrej ksiązki dochodzimy do wspólnego wniosku- Iza Kuna niech lepiej pozostanie przy graniu. Straciłam trzy dychy na kmiot i jeden dzień. Niechaj będzie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz