wtorek, 15 listopada 2011

Święta na początku listopada

1 listopada minął i w niektórych sklepach zaczęto przygotowania do świąt.

Klienci bombardowani są zewsząd świecącymi lampkami, zielonymi choinkami, czerwonymi łańcuchami, zapachem piernika, tonami zabawek i słodyczy. W tle, chodząc między sklepowymi półkami słychać szlagiery sprzed lat, „Jingle Bells” rozbrzmiewa a wtóruje mu „We wish you”. Ach jak pięknie, ach jak przyjemnie. Wszystko jest cudnie zapakowane, wszystko w promocyjnych cenach, niepowtarzalnych okazjach. I tak błądzimy , wrzucamy po kolei do koszyka mikołaje, z dwa łańcuchy, paczkę bombek i lampki. Przyszliśmy do sklepu po zupełnie coś innego. Zapowiada się istne szaleństwo. Gigantyczne kolejki, korki na parkingach i tłumy przed kasami.

Wprowadzanie świątecznych gadżetów nie ma nic wspólnego z przeżywaniem świąt Bożego Narodzenia. Osoby odpowiedzialne za promocję w marketach powinny mocno się zastanowić. Czekając na święta, atakowani przez reklamy mamy coraz bardziej dość. W połowie grudnia na słowa piosenek dostajemy gęsiej skórki a od zapachu piernika coraz bardziej mdli. Już nie można zrobić zakupów w spokoju. Jesteśmy zmęczeni. Bo o ile fajnie nacieszyć zmysły tą radosną atmosferą o tyle ta komercjalizacja świąt nie całkiem nam polakom się podoba.

środa, 9 listopada 2011

Bida mejd in poland

Bieda mejd in Poland

Ma pani męża, konkubenta? A broń boże , darmozjada się pozbyłam już dawno temu. Czyli samotnie wychowuje pani dzieci? Jak najbardziej proszę pani. Dobrze, a proszę mi powiedzieć, czy pracuję ktoś pełnoletni w domu. Nie, ja nie pracuję. A szuka pani pracy gdzieś? Ależ oczywiście, codziennie roznoszę setki cv, do różnych firm, ale nikt mnie nie chce. Wie pani jak to jest, nie chcą bo nie mam wykształcenia. Przecież można pracować i nie mieć wyższych studiów. Tak! Ja nie pójdę jednak za najniższą krajową, mi się to droga pani, nie kalkuluje wcale. Zarobię tysiąc złotych, pół dnia mnie w domu nie będzie, dochód mi wzrośnie i wszystkie dodatki stracę a jeszcze co ja z dziećmi zrobię. Jak to do przedszkola, a za co ja zapłacę? W naszym mieście jest bezpłatne przedszkole, może pani skorzystać. Tak, a gdzie? W centrum. A to za daleko, nie mam czym podjechać. Dobrze, skoro kwestię pracy mamy już za sobą , proszę powiedzieć co pani potrzebuję. Wszystkiego, jedzenia by się przydało, dzieci lubią podjeść, tylko na najtańsze mają alergię, wie pani, chorowitki, brakuje proszku do prania, kołder, poduszek, pralki, lodówki. No i komputer by się przydał dzieciom w celach edukacyjnych oczywiście. A co z dochodami, z czego się pani utrzymuję? No mam zasiłek rodzinny, dodatek za wielodzietność, alimenty, dodatek mieszkaniowy, zasiłek okresowy z mopsu, i czasami celowy, dzieci dostają obiady w szkole. Czyli reasumując to ile tego jest? Tak mniej więcej 2500 tysiąca. Dziękuję za odpowiedzi.

Kiedyś na początku 2000 roku człowiek biedny kojarzył się z klientem comiesięcznym mops-u czyli darmozjadem. Gdy na wywiad środowiskowy przychodził pracownik, tylko kształt po postawionym wcześniej telewizorze, mówił, że rodzina tak owy posiada. Dziś standardem w domu, nawet najbiedniejszym jest laptop, komputer i plazma na ścianie. Te osoby nadal utrzymują się z kieszeni podatników, ale bieda staję się bardziej luksusowa. Przęciętnie żyjąca rodzina, pełna, zarabiająca po najniższej krajowej, której żadna pomoc od państwa się nie należy, nie posiada zbytków techniki. Wręcz świadomie odmawia sobie i dzieciom dostępu ponieważ zaspokojenie podstawowych potrzeb jest ważniejsze. I nie chodzi tu o to, że są gorszymi rodzicami. Poprostu powoli stają się ubożsi od sąsiadów żyjących z ich podatków.