No i stało się...Przeżyłam niechlubny koniec świata. Piszę, czuję, oddycham więc oto jestem. Ileż to już razy miało nastąpić wielkie bum??? Co roku jakiś oszołom, wizjoner straszy dzieci, że nazajutrz nie obejrzą dobranocki. Z tej okazji końca świata postanowiłam stać się blondynką odświeżoną. Nałożyłam farbę a raczej rozjaśniacz, myśląc uporczywie, że to jednak farba, w ciszy i spokoju oczekiwałam o 18 jakiś grzmotów i nadejścia nicości, oczywiście przed komputerem. No i zapomniałam w ferworze emocji o tym co pokrywa moja łepetyna. Nie powiem czasami świąd mi przypominał o tym, że chcę być blondynką, stwierdziłam jednak, że moje włosy są tak oporne na farbowanie ( sic!) , że szlag ich nie trafi nawet odplamiacz albo chlor. Stało się jednak inaczej. Białe, żółte tylko k...wa nie blond jak na zdjęciu. Trzeba się ogolić na łyso, bo włosy nie zniosą już raczej kolejnej farby. Chciałam zawsze wyglądać mniej lub więcej jak piękna Sinead ale do diabła, miałam mieć tleniona fryzurę jak Marilyn. Sinead nie było jeszcze w planach. Uuu Staszek Bułecka niczego sobie przystojniak...Właśnie w tv seksownie gwarą zaciaga. Jego to mogłabym słuchać...Wracając do moejgo koloru, zadzwoniłam do męża. Czekałam na słowa otuchy, pocieszenie, wielbienia nawet, ze łysa też będe piękna. A ten brutal z grubej rury: Czego Ty mnie kobieto straszysz( poczęłam płakać a on w domyśle oczywiście pomyślał, że babcia sobie umarła i nie poczekała aż on wróci) Ojej Staszek ma dziewczynę Anie- niedobrze, oj niedobrze...
No nic zakładam chustkę i naginam odebrać dziecko do rodzicielki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz