wtorek, 24 maja 2011

Nie proszę o więcej...

Kolejny dzień minął, kolejne 24 h przeszły w zapomnienie. Bieg z przeszkodami to pikuś do tego co pokonuje młoda matka. Szczęśliwe zrelaksowane małżeństwo tulące do siebie małego, ślicznego berbecia istnieje tylko w filmach. Gdybym tą wiedzę o rodzicielstwie miała przed podjęciem decyzji o dziecku, podejrzewam, że mojego potomka długo jeszcze nie byłoby na świecie. Czemu do diabła, nikt a nikt nie mówi jakie to trudne i wyczerpujące. Non stop jesteśmy torpedowane tym co powinniśmy, do czego mamy prawo a co robimy źle. Żyjemy w ciągłym przeświadczeniu, że każde instynktowne podejście do dziecka, to jakiś błąd dla jego przyszłości. Nie słuchałam w ciąży Mozarta to będę miała za swoje- moje dziecko będzie mało inteligentnym głąbem. Nie karmiłam piersią- moje dziecko będzie chorowitym anemikiem, bez odporności( to nic, że nie choruje, naukowcy wiedzą lepiej). Ugotuje mu zupę na mięsie gdy nie skończy jeszcze roku- karmie go samymi pestycydami, benzoesanami i toną soli, a słoiczki to jest to. Smoczek musi być wygotowany milion razy, butelka tylko szklana, nie zbierają się zarazki, kaszki nie z opakowania tylko gotowane godzinami samemu, mleko broń boże uht, spacer latem tylko po 16( a młody stoi pod drzwiami i idzie pa pa już o 6 rano). Jak tu żyć i wyzbyć się tego codziennego poczucia winy, że oto ja matka swojego ukochanego dziecka tak mu szkodzę...
Nie proszę o więcej tylko o dozę rozsądku i traktowanie matek jako rozumny byt a nie chodzący inkubator co ma urodzić, wychować i posłać w świat...

Bo to co nas podnieca...

No właśnie kasa i sex czy sex i kasa....? I można udawać , ze jest się świętojebliwą, że tylko miłość, że tylko kochanie, że tylko on, choć brzydki, tępy jak nóż z prawej strony, z lekka łysiejący i do tego pocący się jak świnia.I można wmawiać sobie, że przecież dobry, że kiedyś zacznie pracować, to tylko teraz mu się nie udaję, bo on za mądry,  bo kocha, bo nie bije, bo nie pije, tylko czasami okazyjnie( a okazja jakaś codziennie się znajduje), już za chwilkę, przyniesie wiecheć kwiatów i powie: kochanie, jutro będzie inaczej na pewno, jutro znajdę pracę, ozłocę Cię serce moje. I kurwa czekasz na to złoto, czekasz i nadal czekasz a tu nic, lipa...Stosy rachunków piętrzą się na półce i wołają zapłać mnie, zapłać mnie. A ty co miesiąc z długami grasz w totolotka: i dzisiaj zapłacę za gaz no a może będzie kumulacja to jeszcze za prąd jak się uda. No, ale nadal kasa się przecież nie liczy, nadal tylko miłość. Włosy farbujesz rozjaśniaczem bo szkoda na fryzjera i chodzisz po mieście w chustce jak kobita podczas chemii i tłumaczysz się, że nie, nie wyłysiałaś tylko eksperyment się nie powiódł. Miały być ładne przecież...I wierzysz jak ta durna ćma co leci w ogień i myśli naiwniaczka, że się nie sparzy. W końcu ów osobnik funduję ci część siebie. Mała kijankę z ogonkiem rośnie w zastraszającym tempie. coś mdli, coś strzyka, może niestrawność. Do lekarza, tup, tup, tup. Pani kochana, pani w ciąży jest- to niemożliwe...A jednak....Babcia powtarzała przecież, że dziecko to i głupi zrobi. A co dopiero taki skarb jaki masz w domu. I co teraz...Meldujesz przyszłemu tatusiowi, że oto jesteś w błogosławionym stanie( ciekawe dla kogo). Moja złota, moja piękna, moje serce jedyne kochane. Damy radę!!! Rozstępów aktualnie nie masz tylko na twarzy, nogi puchną, sikać się chce co chwila. A on nadal szuka pracy, przecież w końcu stanie się odpowiedzialny.
Kaszki, mleczka, balsamiki, pampersiki, wiatminki a grosza jak nie było tak nie ma. Dziecko płacze, chyba chore, Lekarz stos recept, a tu żyć z czegoś trzeba. No i co??? Nadal kasa sie nie liczy???

niedziela, 22 maja 2011

Ty i tylko TY...

Tak mi mówi moje srece, tak mi mówią sny...

Przeżyłam

No i stało się...Przeżyłam niechlubny koniec świata. Piszę, czuję, oddycham więc oto jestem. Ileż to już razy miało nastąpić wielkie bum??? Co roku jakiś oszołom, wizjoner straszy dzieci, że nazajutrz nie obejrzą dobranocki. Z tej okazji końca świata postanowiłam stać się blondynką odświeżoną. Nałożyłam farbę a raczej rozjaśniacz, myśląc uporczywie, że to jednak farba, w ciszy i spokoju oczekiwałam o 18 jakiś grzmotów i nadejścia nicości, oczywiście przed komputerem. No i zapomniałam w ferworze emocji o tym co pokrywa moja łepetyna. Nie powiem czasami świąd mi przypominał o tym, że chcę być blondynką, stwierdziłam jednak, że moje włosy są tak oporne na farbowanie ( sic!) , że szlag ich nie trafi nawet odplamiacz albo chlor. Stało się jednak inaczej. Białe, żółte tylko k...wa nie blond jak na zdjęciu. Trzeba się ogolić na łyso, bo włosy nie zniosą już raczej kolejnej farby. Chciałam zawsze wyglądać mniej lub więcej jak piękna Sinead ale do diabła, miałam mieć tleniona fryzurę jak Marilyn. Sinead nie było jeszcze w planach. Uuu Staszek Bułecka niczego sobie przystojniak...Właśnie w tv seksownie gwarą zaciaga. Jego to mogłabym słuchać...Wracając do moejgo koloru, zadzwoniłam do męża. Czekałam na słowa otuchy, pocieszenie, wielbienia nawet, ze łysa też będe piękna. A ten brutal z grubej rury: Czego Ty mnie kobieto straszysz( poczęłam płakać a on w domyśle oczywiście pomyślał, że babcia sobie umarła i nie poczekała aż on wróci) Ojej Staszek ma dziewczynę Anie- niedobrze, oj niedobrze...

No nic zakładam chustkę i naginam odebrać dziecko do rodzicielki...