Dawno nie pisałam, bo ciągle tego czasu mało.Ucieka przez palce a ja mimo tysiąca ambitnych planów jeszcze żadnego nie doprowadziłam do końca. Wpieprzyłam się w jakieś role na, które nie mam ochoty.i nadziei też nie mam,że coś się zmieni,że będzie lepiej,że przekonam się, że dam radę...pokochać od nowa, rozpalić coś co się samoistnie dogasza.Przegrywam swoje życie, choć mam jedno, każdego dnia. Z każdym oddechem mam dość, każdego ranka budzę się zła, a chwile w, których jestem szczęśliwa moge policzyć na palcach jednej ręki. ciągle jest coś nie tak- a to za mało, a to za dużo.Za szybko, za wolno, za grzecznie, za brudno, za czysto...
Zatrzyma się bo po co ma bić złe serce, zawiodło już nie będzie tak jak przedtem, przewinę film...nic więcej...zlepki słów zdań, silenie się na uśmiech, na optymizm, dawne rany nadal krwawią. Nie mam siły tak żyć. Gwiazdka z nieba proszę bardzo, buty-nie pytaj o cenę, torebka-pewnie ,że tak, wakacje, dobre żarcie,a ja czuję się jak w klatce, w której ktoś próbuje zagłaskać kota na śmierć. Bańka się napełnia i nie pęka. Awantura nie pomaga, milczenie jest do dupy, płacz się przejadł, proste komunikaty nie dochodzą,uznawane za przejaw przesilenia. Przecież mam wszystko...tylko nie nazwana myśl rysą jest na szkle.
niedziela, 24 marca 2013
środa, 15 lutego 2012
Dorodne panie
O co chodzi?Prawda jest taka, że kobieta nie może być duża i silna. Oczywiście, jeśli chce i potrafi, to proszę bardzo! Ale okupić to musi sporą konsekwencją. Najlepiej, gdy kobieta prezentuje się jako drobna, krucha i mała istota. Jak stereotypowa Japonka. A raczej – Japoneczka. Przecież do roli wyznaczonej społecznie kobieta nie potrzebuje ani siły, ani wzrostu, ani rozległości. Ni wielkość, ni moc nie są potrzebnej do najbardziej znanego sposobu uprawiania prokreacji ani kuszenia samca – wystarczy leżeć i pachnieć. Rzecz jasna, istotny jest duży rozmiar piersi i pupy, ale również do pewnego momentu. Zbyt duże piersi i pośladki stają się przedmiotem żartów i docinków. Sytuacja, w której kobieta jawi się jako duża i silna, to sytuacja z reguły komiczna. Porównania do niemieckiej Helgi, która łupie tyłkiem orzechy, należą do klasyki. Niemki i Skandynawki faktycznie bywają dość spore – szerokie, rozłożyste biodra, mocne nogi i ramiona, obfite piersi. A fakt ów uważa się za wielce zabawny. Jednak duża część kobiet jest, a jeszcze większa chce być – mała, krucha, delikatna, eteryczna. Do takiego wzorca kobiety – małej, drobnej, łagodnej istotki – pragnie się upodobnić w większości światowa populacja, a kobieca jej część dąży doń niczym do wzorca metra z Sèvres. A te, którym do owego wzorca daleko, czynią gorączkowe zabiegi, żeby się choć zbliżyć. Sposobów jest wiele. Są diety: od względnie łagodnych po systemy katorżnicze. Są rozmaite sporty czy raczej kolorowe, rytmiczne parasporty, jak aerobic, fitness bądź pilates. Są kręgi i grupy wsparcia w misji odchudzania. Jest hipnotyczny wpływ mody, a zwłaszcza modelek, konsystencją ciała przypominających szkielety ze szkolnego gabinetu biologii. I najważniejsze: jest społeczny nakazowo-rozdzielczy przymus, który jak transowy infradźwiękowy stały szum programuje mózg kobiety od dzieciństwa.
I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Dlaczego kobieta nie może być duża i silna? Odpowiedź nasuwa się taka – może, ale nie chce. Dlaczego? Bo chce się podobać, fajnie czuć, ładnie wyglądać. Duża, silna kobieta podobać się nie może. Być może znajdzie konesera, ale przecież nie chce być wyłącznie niszowa. Pragnie szerokiej społecznej akceptacji, czyli spojrzeń pełnych aprobaty, stosownego i częstego feedbacku, że wszystko jest cacy. Lecz co z tymi, które nie pasują do schematu... Co z tymi, które są duże, silne czy wręcz po prostu grube, obfite i bogactwem ciała zasłaniające świat? Wśród z nich są te, które nie potrafią z różnych powodów osiągnąć wzorca. Ale są także takie, które nie mają najmniejszego zamiaru go osiągać. Mają własny wzorzec. Są duże, obfite i rozległe. I są z tego dumne. Tymczasem same kobiety radzą obfitej – kochana, pobiegaj, przejdź na dietę, słuchaj, mam tu taką idealną dietę akurat dla ciebie, zrób to dla zdrowia, moja droga. Jest to prawdziwy terror. Terror wizerunku. Nie maleje on mimo rozmaitych akcji, promujących pełniejsze ciało, takich jak na przykład reklamy marki Dove – występujące w nich modelki dalekie są od anorektycznej kościstości. Terror wizerunku cwałuje jednak w najlepsze. Jego ofiarami padają nie tylko anorektyczki czy bulimiczki. To także, a może przede wszystkim kobieta skacząca jak węglowodanowy motyl z diety na dietę, która swój nieznacznie zaokrąglony brzuszek postrzega jako nienawistną lipidową fałdę.
Terror wizerunku – co się za tym kryje
W sztuce Gruba świnia Neila LaBute’a związek z grubaską zostaje napiętnowany jako mezalians. W powieści Pani Wyrocznia Margaret Atwood otyłość jest powodem konfliktu między matką a córką. A przecież kiedyś było na odwrót – tłusta była w cenie, a nad chudą pochylano się jak nad chorą. Rubensowskie kształty świadczyły o zdrowiu, sile, dobrym odżywieniu, bogactwie. Na wsi , która jest zwyczajowym przetrwalnikim dawnego, duża, dorodna kobieta wciąż bywa postrzegana jako zdrowa, syta, silna, wytrzymała. Odnajdywane na niemal całym świecie prehistoryczne figurki przedstawiają kobietę wielką, o potężnym brzuchu i takichż piersiach, wybitnym łonie, silną i władczą. To Bogini i jednocześnie ziemska kobieta – płodna i władcza, dorodna i szeroka jak Matka Ziemia. Te wyłaniające się z głębin czasu wielkie panie mówią nam, że ciało kobiety jest święte, że należą mu się szacunek i miłość. Należą się one także największej z Rodzicielek – Matce Ziemi. Analogie nazw rzeźby terenu do części kobiecego ciała są oczywiste i nadal możemy je odnaleźć w naszym słownictwie. Najbardziej znana to łono natury – żyzne i rozległe, pełne życia, bogate. Jest także matecznik – centrum leśnego świata. Piersi z kolei porównywane się do gór i pagórków, brzuch i wagina to jamy, groty, pieczary. Tryskające źródła to nie gejzer falliczny, lecz kobiecy ejakulat. Kobieta bywa także gorąca jak lawa i czasem eksploduje niczym wulkan. Jeszcze w Biblii, w Starym Testamencie, odnajdziemy te porównania. W Pieśni nad Pieśniami włosy „przyjaciółki mej” są jak „stado kóz falujące na górach Gileadu”, brzuch to „stos pszenicznego ziarna okolony wiankiem lilii”, oczy są niczym „sadzawki w Cheszbonie”, piersi „jak grona winne” lub „dwoje koźląt, bliźniąt gazeli”, głowa wznosi się niczym Karmel, a sama kobieta jest „źródłem mego ogrodu, zdrojem wód żywych spływających z Libanu”. Dlaczego zatem było cechy, które były atrybutami kobiety – dorodność, rozłożystość, obfitość – stały się z czasem jej przekleństwem?
http://sabatnik.pl/articles.php?article_id=72
I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Dlaczego kobieta nie może być duża i silna? Odpowiedź nasuwa się taka – może, ale nie chce. Dlaczego? Bo chce się podobać, fajnie czuć, ładnie wyglądać. Duża, silna kobieta podobać się nie może. Być może znajdzie konesera, ale przecież nie chce być wyłącznie niszowa. Pragnie szerokiej społecznej akceptacji, czyli spojrzeń pełnych aprobaty, stosownego i częstego feedbacku, że wszystko jest cacy. Lecz co z tymi, które nie pasują do schematu... Co z tymi, które są duże, silne czy wręcz po prostu grube, obfite i bogactwem ciała zasłaniające świat? Wśród z nich są te, które nie potrafią z różnych powodów osiągnąć wzorca. Ale są także takie, które nie mają najmniejszego zamiaru go osiągać. Mają własny wzorzec. Są duże, obfite i rozległe. I są z tego dumne. Tymczasem same kobiety radzą obfitej – kochana, pobiegaj, przejdź na dietę, słuchaj, mam tu taką idealną dietę akurat dla ciebie, zrób to dla zdrowia, moja droga. Jest to prawdziwy terror. Terror wizerunku. Nie maleje on mimo rozmaitych akcji, promujących pełniejsze ciało, takich jak na przykład reklamy marki Dove – występujące w nich modelki dalekie są od anorektycznej kościstości. Terror wizerunku cwałuje jednak w najlepsze. Jego ofiarami padają nie tylko anorektyczki czy bulimiczki. To także, a może przede wszystkim kobieta skacząca jak węglowodanowy motyl z diety na dietę, która swój nieznacznie zaokrąglony brzuszek postrzega jako nienawistną lipidową fałdę.
Terror wizerunku – co się za tym kryje
W sztuce Gruba świnia Neila LaBute’a związek z grubaską zostaje napiętnowany jako mezalians. W powieści Pani Wyrocznia Margaret Atwood otyłość jest powodem konfliktu między matką a córką. A przecież kiedyś było na odwrót – tłusta była w cenie, a nad chudą pochylano się jak nad chorą. Rubensowskie kształty świadczyły o zdrowiu, sile, dobrym odżywieniu, bogactwie. Na wsi , która jest zwyczajowym przetrwalnikim dawnego, duża, dorodna kobieta wciąż bywa postrzegana jako zdrowa, syta, silna, wytrzymała. Odnajdywane na niemal całym świecie prehistoryczne figurki przedstawiają kobietę wielką, o potężnym brzuchu i takichż piersiach, wybitnym łonie, silną i władczą. To Bogini i jednocześnie ziemska kobieta – płodna i władcza, dorodna i szeroka jak Matka Ziemia. Te wyłaniające się z głębin czasu wielkie panie mówią nam, że ciało kobiety jest święte, że należą mu się szacunek i miłość. Należą się one także największej z Rodzicielek – Matce Ziemi. Analogie nazw rzeźby terenu do części kobiecego ciała są oczywiste i nadal możemy je odnaleźć w naszym słownictwie. Najbardziej znana to łono natury – żyzne i rozległe, pełne życia, bogate. Jest także matecznik – centrum leśnego świata. Piersi z kolei porównywane się do gór i pagórków, brzuch i wagina to jamy, groty, pieczary. Tryskające źródła to nie gejzer falliczny, lecz kobiecy ejakulat. Kobieta bywa także gorąca jak lawa i czasem eksploduje niczym wulkan. Jeszcze w Biblii, w Starym Testamencie, odnajdziemy te porównania. W Pieśni nad Pieśniami włosy „przyjaciółki mej” są jak „stado kóz falujące na górach Gileadu”, brzuch to „stos pszenicznego ziarna okolony wiankiem lilii”, oczy są niczym „sadzawki w Cheszbonie”, piersi „jak grona winne” lub „dwoje koźląt, bliźniąt gazeli”, głowa wznosi się niczym Karmel, a sama kobieta jest „źródłem mego ogrodu, zdrojem wód żywych spływających z Libanu”. Dlaczego zatem było cechy, które były atrybutami kobiety – dorodność, rozłożystość, obfitość – stały się z czasem jej przekleństwem?
http://sabatnik.pl/articles.php?article_id=72
sobota, 4 lutego 2012
W ciemności- Agnieszka Holland
„W ciemności”, polski film nominowany do prestiżowego Oscara. Od niedawna emitowany jest w polskich kinach. Sprawdziliśmy czy stanie się absolutnym hitem czy jest przereklamowany.
Agnieszka Holland to klasa sama w sobie. Jedna lepszych polskich reżyserek, której kunszt znany jest na świecie tak jak Romana Polańskiego. „W ciemności” rozpoczyna się dosyć dramatycznie. Główny bohater Poldek( Robert Więckiewicz) wraz ze Szczepkiem przechodzą przez las. Widzą biegnące nagie kobiety popędzane przez żołnierzy SS. Na końcu drogi słychać już strzały i wszystkie giną , leżąc w zbiorowej mogile. Scena przeraża, ale i zarazem wzrusza. Akcja filmu toczy się w okupowanym Lwowie. Konserwator kanałów i jego pomocnik dorabiają sobie do pensji grabieżą. Okradają mieszkania bogatych. Przez przypadek natrafiają w kanale na grupę Żydów, którzy z własnego mieszkania przebijają się do podziemi miasta. Za codzienną opłatę, mają milczeć. Wkrótce w gettcie odbywa się czystka i żydzi ukrywają się w tytułowych ciemnościach. Poldek choć wyrachowany ,pomaga im, donosząc jedzenie, wydając na nie prawie całą sumę, którą dostaje. A w kanałach toczy się zalążek prawdziwego życia. Jest zdrada małżeńska, jest zazdrość, miłość, i gotowanie obiadu z cebuli. Główny bohater chce zerwać z konspiracją, bo boi się o losy swojej rodziny. Sumienie jednak nie pozwala mu zapomnieć o ludziach, którzy nie wychodzą na powierzchnie. Wśród nich jest dwoje dzieci: Pawełek i Krysia. Na podstawie książki napisanej przez dziewczynkę powstał film. Przez całą projekcje nasuwa się tylko jedna myśl: jak dobrze żyć w dzisiejszych czasach i jak bardzo nie doceniamy tego co dzisiaj mamy.
„W ciemności” pokazuje ogrom ludzkiego cierpienia, ale też niepowtarzalnej siły i walki o własne życie. Genialna rola Roberta Więckiewicza, Agnieszki Grochowskiej w roli Klary gwarantują, że na długo po wyjściu z kina nadal myśleć będziemy o tamtych wydarzeniach. Film porusza, nie owija w bawełnę rzeczywistości tamtych czasów. Polak zrozumie. Nie wiadomo jednak czy widz i jury amerykańskie zrozumieją dramatyzm tamtych czasów. I jakby pompatycznie to miało zabrzmieć „W ciemności” dla Nas , polskich widzów już jest Oscarowy.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Somebody that I used to now
Now and then I think of when we were together
Like when you said you felt so happy you could die
Told myself that you were right for me
But felt so lonely in your company
But that was love and it's an ache I still remember.
You can addicted to a certain kind of sadness
Like resignation to the end
Always the end
So when we found that we could not make sense
Well you saaid that we would still be friends
But I'll admit that I was glad that it was over.
Chorus:
But you didn't have to cut me off
Make out like it never happened
And that we were nothing
And I don't even need your love
But you treat me like a stranger
And that feels so rough
You didn't have to stoop so low
Have your friends collect your records
And then change your number
I guess that I don't need that tough
Now you're just somebody, that I used to know.
Now you're just somebody, that I used to know.
Kimbra:
Now and then I think of all the times you screwed me over
But had me believing it waas always something that I'd done
And I don't wanna live that way
Reading into every word you say
You said that you could let it go
And I wouldn't catch you hung up on somebody that you used to know.
Now you're just somebody, that I used to know.
Chorus:
But you didn't have to cut me off
Make out like it never happened
And that we were nothing
And I don't even need your love
But you treat me like a stranger
And that feels so rough
You didn't have to stoop so low
Have your friends collect your records
And then change your number
I guess that I don't need that tough
Now you're just somebody, that I used to know.
Somebody, that I used to know
Somebody, that I used to know
Somebody, that I used to know
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Był jak kruchy róży kwiat
Był wieczór. Cisza wszechobecna aż dzwoniła w uszach. Szła parkiem, skręcała w kolejna alejkę. Żywego ducha nie ma-pomyślała. Nie bała się. No bo czego. Zna to miejsce bardzo dobrze. Każde drzewo, każdą ławkę. Wszystko zna. Siebie zna też. A jednak. Dlaczego nie mogła poświęcić mu jednej chwili. Dlaczego przechodziła obok niego codziennie i nie zatrzymała się by zapytać zwyczajowo co słychać. Pędziła. Dzień w dzień. A to do pracy, a to do szkoły, a to na zakupy. Nigdy nie miała czasu. Ani minuty. Nie lubiła się spóźniać. Zawsze była przed. Teraz w jego wypadku się spóźniła. Nim to zrozumiała było za późno. Teraz myśli co mogłaby zrobić. Czasu cofnąć się nie da. Szkód wywołanych przez swoją ignorancję też nie.On już nie zrozumie, nie usłyszy jak ona żałuję. Jak bardzo jest jej przykro, że ich czas minął. Skończył się bezpowrotnie. Ktoś jednak idzie za nią, więc przyspiesza. Za chwilę wyjdzie na oświetloną ulicę. Ktoś za nią idzie coraz szybciej. Serce na chwile staje. Strach przeszywa ją na wskroś. Dotyka jej ramienia. Torebka spada, wysypuje się cała zawartość. Zamiast uciekać, ona rzuca się do zbierania szpargałów. On zresztą też. Płacze. Płacze jak oszalała, histerycznie. Podnosi głowę i widzi jego. To on za nią jednak wyszedł. Mówi, że kocha, że czekał i , że nadal czeka. Że wcale jej nie nienawidzi. Że na nią czekał całe życie, nawet jak patrzyła na niego z góry i przechodziła obok. Tyle czasu zmarnowali. Za dużo.
wtorek, 10 stycznia 2012
Moja bajka...
Na ulicy głośno, zimno, szaro i brudno. A tu jeszcze na tym przystanku trzeba stać i czekać. Autobus jak zwykle się spóźnia a przecież chwalili się, że będą jeździć jak w zegarku. Z jednej nogi na drugą, kiwam się jak pingwin. Mogliby jakieś koksowniki postawić chociaż. Nic o ludzi nie dbają. Wsiadam. Jak sęp szukający ofiary tak ja, przemierzam wzrokiem autobus za wolnym miejscem. Jest, jedno jedyne na samym końcu. Rzucam się do niego jak harpia na ofiarę. Już prawie jestem, jeszcze tylko jeden metrzyk. A tu siup i rosły blondas zajmuje mi miejsce. Gdyby wzrok mógł zabić to facet tonął by w krwi zamordowany na miejscu. No nic, zero szacunku, myślę. Jadę, podskakuje na wybojach ulicznych, ale dziarsko się trzymam. Odmierzam kolejno przystanki, marząc o spokoju. O ciszy, cieple, fiolecie ścian, kocie mruczącym miło i kubku mocnej jak czaj herbaty. Wysiadłam marząc jeszcze. Przemierzam pośpiesznie ulicę, prawie lecę jak na skrzydłach. Jeszcze chwilka, jeszcze moment. Schody do domu pokonuję prawie galopem. Rozbieram się z tych warstw odzienia, przeklęta zima, myślę w duchu. Jestem. Siadam. Wstaję , idę do kuchni. Nastawiam wodę na herbatę, z szafki wyciągam Delicje. Usadawiam się wygodnie na kanapie. Mam ciszę,mam spokój. Mam wszystko. To moja bajka.
wtorek, 15 listopada 2011
Święta na początku listopada
1 listopada minął i w niektórych sklepach zaczęto przygotowania do świąt.
Klienci bombardowani są zewsząd świecącymi lampkami, zielonymi choinkami, czerwonymi łańcuchami, zapachem piernika, tonami zabawek i słodyczy. W tle, chodząc między sklepowymi półkami słychać szlagiery sprzed lat, „Jingle Bells” rozbrzmiewa a wtóruje mu „We wish you”. Ach jak pięknie, ach jak przyjemnie. Wszystko jest cudnie zapakowane, wszystko w promocyjnych cenach, niepowtarzalnych okazjach. I tak błądzimy , wrzucamy po kolei do koszyka mikołaje, z dwa łańcuchy, paczkę bombek i lampki. Przyszliśmy do sklepu po zupełnie coś innego. Zapowiada się istne szaleństwo. Gigantyczne kolejki, korki na parkingach i tłumy przed kasami.
Wprowadzanie świątecznych gadżetów nie ma nic wspólnego z przeżywaniem świąt Bożego Narodzenia. Osoby odpowiedzialne za promocję w marketach powinny mocno się zastanowić. Czekając na święta, atakowani przez reklamy mamy coraz bardziej dość. W połowie grudnia na słowa piosenek dostajemy gęsiej skórki a od zapachu piernika coraz bardziej mdli. Już nie można zrobić zakupów w spokoju. Jesteśmy zmęczeni. Bo o ile fajnie nacieszyć zmysły tą radosną atmosferą o tyle ta komercjalizacja świąt nie całkiem nam polakom się podoba.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)